Masz ochotę na jeszcze więcej przyjemności? W takim razie to długie opowiadanie erotyczne autorstwa Rosalie jest właśnie dla Ciebie. Ta historia jest kontynuacją Na haczyku oraz Bilet w jedną stronę do raju. W «Carte blanche» Rosalie po raz pierwszy musi samodzielnie przeprowadzić rozmowę kwalifikacyjną. Kiedy jednak słyszy, że może zrobić wszystko, co chce, od razu wpada jej do głowy kilka pomysłów, jak dokładnie sprawdzić kandydatkę…
Carte blanche
* Piątkowe popołudnie, tuż przed zamknięciem Akademii Szydełkowania Hannah *
„Czyli chcesz, żebym w poniedziałek sama przeprowadziła rozmowę kwalifikacyjną?” Rosalie patrzy na Hannah oszołomiona.
„Mam pełne zaufanie, że sobie poradzisz, Roos”, mówi Hannah. „Oczywiście wolałabym być przy tym obecna, ale Francuzi chcą jeszcze przed wiosną sfinalizować umowę dotyczącą naszej linii sweet bikini fashion. Potrzebuję ludzi, którzy wyszydełkują sto najnowszych projektów. Nie mamy już wiele czasu przed prezentacją kolekcji letniej”. Hannah pochyla się do ucha Rosalie i szepcze: „Oczekuję, że dokładnie sprawdzisz kandydatkę pod kątem jej umiejętności. W razie potrzeby… przetestuj ją”.
„Przetestować…? W jaki sposób?” pyta Rosalie z nutą niepewności.
Hannah patrzy na nią intensywnie. „To zależy od ciebie”. W jej oczach błyszczą figlarne iskierki. „Daję ci… carte blanche”, mówi zmysłowo, przesuwając palcem wskazującym po linii szczęki Rosalie.
Usta Rosalie otwierają się ze zdumienia.
„Nie ułatwiaj jej tego”, szepcze Hannah. „Ta linia jest dla nas bardzo ważna. Chcę profesjonalistki. Postaraj się”. Idzie w stronę drzwi i rzuca Rosalie powietrznego całusa. „Miłego weekendu, Roos”.
„Ale… jak właściwie nazywa się kandydatka?”
Hannah odwraca się w progu. Na jej twarzy pojawia się piękny uśmiech. „Elaine”, mówi. Jej brwi podskakują razem z sylabami. „Ma na imię Elaine”. Mruga okiem i wychodzi z biura.
Rosalie patrzy za nią, wciąż oszołomiona. „Elaine”, wzdycha ciepło. A potem w jej brzuchu zaczyna przyjemnie mrowić. „Przetestować…”. Jej usta układają się w uśmiech. „Mam carte blanche, Elaine…”
###
* Elaine, poniedziałek, wpół do czwartej po południu *
Z podziwem rozglądam się po poczekalni Akademii Szydełkowania Hannah, która przypomina bujną, kwitnącą dżunglę. Ściany wyłożone są bambusem, na którym wiszą plakaty modelek w odważnych, szydełkowanych sukienkach plażowych i bikini. Między donicami z bananowcami zwisają liany z pluszowymi małpkami. Na stolikach stoją najpiękniejsze storczyki, a wokół nich ustawione są wygodne fotele. Zapach wiciokrzewu lekko kręci mi w głowie, a delikatna muzyka fortepianowa usuwa ostatnie napięcie przed rozmową kwalifikacyjną.
„Usiądź wygodnie, Elaine”, mówi sympatyczna blondynka, która przedstawiła się jako Debby, sekretarka. W granatowej spódnicy ołówkowej i lekkiej białej bluzce, uzupełnionej puszystą niebieską apaszką, przypomina stewardesę.
„Mogę zaproponować coś orzeźwiającego? Bikini beach sunset?” pyta z uśmiechem.
„Brzmi wspaniale, Debby”.
Jej spojrzenie zatrzymuje się na moim, aż w końcu speszona odwracam wzrok. Potem odchodzi z wesołym „już się robi” w stronę zaplecza. Kładę rękę na piersi i czuję, jak drży mój oddech. Kołyszące się biodra Debby przyciągają mój wzrok i potrząsam głową. Serce bije mi dziwnie. Co się ze mną dzieje?
Kiedy przyszłam, Debby zrobiła mi miły komplement na temat mojej szydełkowanej spódnicy i dopasowanego topu z głębokim dekoltem, który odsłania mój pępek. Dress code był jasny: przyjść w seksownej, własnoręcznie wykonanej kreacji. Pracowałam nad nią dwa tygodnie i efekt jest naprawdę świetny, jeśli mogę tak powiedzieć.
„Ach, już jesteś”.
Podnoszę wzrok, słysząc dźwięczny głos rudowłosej młodej kobiety, która nagle się pojawiła. „Ty musisz być Elaine”. Wyciąga do mnie rękę.
Jej głos jest jak wiosenny powiew. A sposób, w jaki wypowiada moje imię, sprawia, że robi mi się miękko w kolanach. Ściskam jej dłoń, ciepłą i miękką.
„Jestem Rosalie van Someren”, mówi. „Hannah, dyrektorka, nie ma, więc będziesz musiała zadowolić się mną”. Uśmiecha się serdecznie. Boże, jej oczy są ogromne i niesamowicie niebieskie. A piegi rozsiane po policzkach dodają jej młodzieńczego uroku. Moje serce bije szybciej. Co się ze mną dzieje? To pewnie przez to ciepło, myślę.
Kołyszące się biodra Debby przyciągają mój wzrok i potrząsam głową. Serce bije mi dziwnie.
„Pójdziesz ze mną?” pyta, a ja podążam za nią do jej biura. Tam, dzięki obracającemu się wentylatorowi sufitowemu, panuje przyjemny chłód.
„Usiądź wygodnie, Elaine”. Wskazuje na duży fotel biurowy.
Dokładnie w momencie, gdy sama chce usiąść, pojawia się Debby z dwoma kieliszkami koktajlowymi – z rurką i parasolką – wypełnionymi pomarańczowym napojem. Stawia je przed nami.
„Bikini beach sunset, mój ulubiony. Och, dzięki, Debs”. Rosalie kładzie dłonie na biodrach Debby.
Nie mogę uwierzyć własnym oczom, gdy obie bez cienia skrępowania całują się namiętnie. Mój oddech się urywa i przełykam ślinę. Czy to… normalne w tym miejscu? Ale dlaczego nie odwracam wzroku? Nawet nie zauważam, kiedy mój język przesuwa się po wargach. Wciągam powietrze przez nos. Na długą chwilę zamykam oczy, pozwalając, by ogarnęło mnie coś na kształt zauroczenia. Elaine, opanuj się!, krzyczy głos w mojej głowie. Przecież nie jesteś…? Otwieram oczy gwałtownie i aż podskakuję, widząc, że Rosalie przygląda mi się uważnie. Czy ona mnie testuje?
„Jeśli będziesz mnie potrzebować, zawołaj”, mówi Debby do Rosalie, kiedy przerywa pocałunek.
„I… powodzenia, Elaine”.
„Dziękuję, Debby”, mówię cicho, a ona znika w sąsiednim pomieszczeniu.
Rosalie siada naprzeciwko mnie i miesza napój słomką. „Jak widzisz, w Akademii Hannah podchodzimy do siebie dość… swobodnie”, mówi spokojnym tonem. „Przyjazna, koleżeńska atmosfera jest dla nas bardzo ważna i chętnie okazujemy sobie wzajemne uznanie”.
„Tak, zauważyłam”, wyrywa mi się, gdy obracam parasolkę w drinku.
„Masz z tym… jakiś problem?” pyta łagodnie, popijając koktajl i nie spuszczając ze mnie wzroku. Jej oczy zdają się odbierać mi wolę. Czuję, jak szyja zaczyna mi płonąć. Bezmyślnie kręcę głową.
„Na szczęście. A tak w ogóle, masz na sobie przepiękny zestaw”, zmienia temat. „Seksowny i elegancki”.
Patrzę na nią z dumą. „Dziękuję. Zrobiłam go sama, zgodnie z zadaniem”.
„Niestety nie zawsze mogę to zakładać”, mówi.
Otwieram usta ze zdumienia. Nie wierzy mi? Ale wtedy jej usta układają się w rozbrajający uśmiech. A kiedy popijam drinka, zaczyna opowiadać o nowej linii bikini szydełkowych, do której firma chce zatrudnić prawdziwy talent. Mówi o ultramiękkich materiałach tak, jakby opowiadała o kochanku.
„Wiesz, co robi z tobą szydełkowany biustonosz z bambusowej przędzy, Elaine?” patrzy na mnie pytająco.
Moje serce zamiera na moment.
„Otula cię”, mówi z pasją. „Chwyta cię ciepłymi dłońmi, masuje, pieści… podczas gdy wszyscy na plaży podziwiają, jaka jesteś seksowna, bo właśnie to z siebie emanujesz”. Odsuwa włosy za ramiona, wypinając przy tym pierś do przodu.
Pocieram rozgrzaną szyję. Obraz jej biegającej po plaży w bikini, które zrobiłam, sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć w moich żyłach.
„Ale powiedz, jakie masz doświadczenie z szydełkowaniem?” pyta, gdy zauważa, że jestem bardzo cicha.
„Skończyłam kurs szydełkowania… i kurs projektowania ubrań”, odpowiadam nieśmiało.
„Fantastycznie!” mówi. „Ale… czy potrafisz pracować pod presją?” Otwiera szufladę biurka i wyciąga z niej pudełko po butach. Moje serce zaczyna bić szybciej. Co ona planuje?
Wstaje i podsuwa mi pudełko. „Projekty do naszej linii muszą być wykonane w bardzo krótkim czasie”, mówi. „To ponad sto zestawów: pareo, bikini i seksownych sukienek plażowych. Otwórz pudełko”.
Zdejmuję pokrywkę i biorę do rąk duży motek włóczki. Jest niesamowicie miękki. Wyciągam też szydełko i wzór.
„Masz godzinę, żeby zrobić zestaw bikini według projektu”, mówi.
Obraz jej biegającej po plaży w bikini, które zrobiłam, sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć w moich żyłach.
Drgam, ale szybkie spojrzenie na wzór mówi mi, że to nie jest trudne zadanie: dużo półsłupków i słupków. Na szczęście żadnych popcornów, bo ich nie opanowałam. W pudełku zauważam też małą miseczkę z kolorowymi koralikami.
„Chcę, żebyś równomiernie wplotła te koraliki w zestaw”, mówi. „Powodzenia. Twój czas zaczyna się… teraz”.
„Bułka z masłem”, blefuję. „Zrobię to w pół godziny”. Pierwsze oczka już wiszą na szydełku. Aha, koraliki. Na szczęście włóczka łatwo przez nie przechodzi.
Rosalie staje za mną. „Nie zamierzam ci tego ułatwiać, jeśli tak myślałaś”, szepcze figlarnie przy moim uchu. Nutka jej waniliowych perfum otula mnie. Mimowolnie zamykam oczy i głęboko wciągam powietrze. Krąży za mną i nuci wesołą melodię. Przyjemne mrowienie przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa. Mimo wszystko udaje mi się skupić.
Po kilku minutach trójkąt pierwszej miseczki jest gotowy. Nagle słyszę dźwięk rozsuwanego zamka. Dreszcz przebiega przez moje ciało. Co ona robi? Zerkam ukradkiem, ale ona cmoka z dezaprobatą.
„Nie podglądaj. Skup się na pracy”, mówi z udawanym gniewem.
Po kilku minutach trójkąt pierwszej miseczki jest gotowy. Nagle słyszę dźwięk rozsuwanego zamka. Dreszcz przebiega przez moje ciało. Co ona robi? Zerkam ukradkiem, ale ona cmoka z dezaprobatą.
„Nie podglądaj. Skup się na pracy”, mówi z udawanym gniewem. Ale kiedy nagle odkłada swoją spódnicę na biurko, zupełnie tracę koncentrację. Czy ona właśnie się rozbiera? No tak, pewnie przymierzy bikini, kiedy skończę. Ale moje palce zaczynają nieprzyjemnie drżeć. Ze stresu? A może… z podniecenia?
Rosalie nic sobie z tego nie robi, wręcz przeciwnie, zdejmuje kolejne elementy garderoby. Jej bluzka ląduje na biurku, a ona kładzie dłonie na moich ramionach. „Rozluźnij się. Świetnie ci idzie”. Składa najdelikatniejszy pocałunek na czubku mojej głowy. Aż mnie to rozprasza. Jeden z koralików wypada mi z palców na biurko i Rosalie jest szybsza, łapie go pierwsza. Bok jej dłoni dotyka mojej, a jej mały palec muska grzbiet mojej dłoni. Oddycham nierówno. Moja klatka piersiowa płonie, a krew szumi mi w uszach. Rosalie cofa się o krok i kątem oka widzę, jak porusza się zmysłowo w bieliźnie. Przez moment przesuwam szydełkiem po swoim sutku.
Niedługo później druga miseczka też jest gotowa i postanawiam połączyć je krótkim łańcuszkiem z koralików, który posłuży jako zapięcie z przodu. Zostaje jeszcze dół. Sznurki i paski to łańcuszki oczek, idzie szybko i mogę wpleść w nie sporo koralików.
„Ładnie, biustonosz gotowy”, mówi.
„Tak”, odpowiadam z ulgą. „Rzeczywiście, już–”
Pochyla się nade mną i trzyma swój własny biustonosz tuż przed moją twarzą, po czym upuszcza go na biurko.
„–gotowy…” kończę.
Piersi Rosalie delikatnie naciskają na tył mojej głowy. Ciepło rozlewa się po moim ciele, a krew burzy się w żyłach jak gorący szampan. Jej paznokcie przesuwają się w górę i w dół po moich nagich ramionach. Na chwilę się zatrzymuję i zamykam oczy. Powinnam coś powiedzieć? To przecież nie… nie powinno się dziać.
„Klientka czeka”, szepcze zaczepnie i tym razem lekko przygryza moje ucho. Fala ciepła spływa między moje uda i przesuwam się na krześle. Ale nie stawiam oporu. Nawet kiedy zaczyna ssać mój płatek ucha. Kręci mi się w głowie, unoszę się jak na ciepłych chmurach. Jej oddech szumi w moim uchu jak wzburzone morze.
„Jeśli zrobi się dla ciebie za dużo, powiedz stop, od razu przestanę”, mówi.
„Wcale mi to nie przeszkadza”, odpowiadam ku własnemu zdziwieniu.
Coraz bardziej niezdarnie mocuję koraliki. Cieszę się, gdy w końcu kończę część dolną i mogę przejść do pasków. Podskakuję, gdy słyszę cichy trzask gumki i szelest materiału zsuwającego się po skórze. A chwilę później przed moimi oczami zwisa para majtek. Ciepły, kobiecy zapach, który z nich się unosi, sprawia, że mój oddech przyspiesza. Po cichu zamykam oczy i wciągam powietrze głęboko do płuc. Jak ona pięknie pachnie. Majtki lądują na stercie ubrań, a ja pospiesznie przeciągam włóczkę przez ostatnie koraliki. Muszę zobaczyć tę młodą kobietę, która stoi teraz za mną naga.
„Gotowe!” wołam z dumą. Wstaję i odwracam się. Stoi tam. Wyprostowana, patrzy na mnie z uśmiechem. Aż opada mi szczęka.
Czuję zawrót głowy i unoszę się jak na ciepłych chmurach. Jej oddech szumi w moim uchu jak wzburzone morze.
„Teraz oczywiście musimy jeszcze przymierzyć komplet”, mówi zmysłowo, biorąc ode mnie bikini.
Kiwnięciem głowy przytakuję i patrzę na nią oczarowana.
„Więc… zdejmij ubrania”, mówi.
„Co?”
„Słyszałaś. Szydełkowane ubrania najlepiej wyglądają na ich twórczyni. Chcesz przecież zaprezentować swoją piękną kreację?”
„Ale ja…”
„…nie masz odwagi?” dopowiada. „Odwróć się, pomogę ci”.
Robię, o co prosi, a ona chwyta dolny brzeg mojego topu. Powoli, kontrolowanym ruchem unosi go do góry i automatycznie podnoszę ręce. Miękka włóczka muska moje boki i ramiona. Opuszczam ręce, czując narastające podniecenie pod wpływem jej oddechu na moim karku. Przyciska swoje piersi do moich pleców i całuje zagłębienie przy obojczyku. Drżę i przymykam oczy. Przez moment mam wrażenie, że unoszę się, kiedy powoli zsuwa moją spódnicę, poruszając się razem ze mną i zostawiając na moich plecach ślad z delikatnych pocałunków. Całuje moje pośladki przez materiał majtek. Jestem już całkowicie rozpuszczona. Co powie, kiedy zobaczy, jak bardzo jestem mokra? Ale nic nie mówi. Całuje każdy fragment odkrytej skóry i pomrukuje z uznaniem. Czuję się niesamowicie seksowna. Prostuje się i odpina zapięcie mojego stanika.
„Jesteś piękną kobietą, Elaine”, mówi cicho. „Twoja skromność też cię zdobi”. Całuje mnie w policzek. „Pozwól sobie na to”. Jej głos brzmi, jakby dochodził z nieba.
Trochę zawstydzona przytrzymuję miseczki stanika, a ona kładzie swoje dłonie na moich.
„Nie bój się”, szepcze mi nad ramieniem. Jej ciało jest przyjemnie ciepłe i miękkie przy moim. Mimowolnie wydaję z siebie cichy jęk, gdy uwalnia moje piersi. Wentylator porusza moimi sutkami, a Rosalie szybko je znajduje. Przytula policzek do mojego, jednocześnie pieszcząc moje piersi. Mam wrażenie, że mój mózg unosi się gdzieś w głowie. Jej pełne usta delikatnie dotykają moich. To takie inne niż z Joostem. Pogłębia pocałunek, a czubek jej języka dotyka mojego, wywołując falę podniecenia w moim ciele. Odwracam się i obejmuję ją czule. Jej twarz jest jak letnie święto. Chichoczemy.
„Chodź, założę na ciebie szydełkowany komplet”, mówi i pomaga mi zawiązać paski. Sznurek z koralików jest zaskakująco przyjemny, a miseczki dobrze podtrzymują moje piersi. Robię kilka kroków i, odważniejsza niż jestem naprawdę, prezentuję jej bikini w różnych pozach. Ona dopinguję mnie entuzjastycznie. Koraliki przyjemnie muskają moją skórę przy każdym ruchu, jak małe języczki.
Rosalie klaszcze z zachwytem. „Idealnie!” ocenia. Ale potem patrzy na mnie w sposób, jakiego jeszcze u niej nie widziałam. Pożądanie płonie w jej niebieskich oczach. „Teraz oczywiście muszę jeszcze dokładnie sprawdzić komplet”, mówi.
„Sprawdzić?” kręcę głową, nie rozumiejąc, a ona znowu staje za mną. Jej usta dotykają jednego z koralików na ramiączku stanika i zaczyna go podgryzać.
„Jadalne koraliki?” pytam zaskoczona, a ona przytakuje.
„Utwardzony cukier”, mówi i przesuwa ustami po paskach. Zamykam oczy i przygryzam wargę, gdy jej usta suną w dół moich pleców i docierają do jednej z miseczek. Wkrótce powstają w niej małe dziurki, a jej język bawi się moim sutkiem. Chwytam ją za tył głowy i przyciągam bliżej. Rosalie pieści moje biodra, a ja zaciskam uda. Kilka koralików ociera się przyjemnie o moją łechtaczkę. Oby tylko się nie rozpuściły za bardzo, myślę z niepokojem. Ostrożnie zlizuje i zjada lepkie koraliki, a potem jej spojrzenie pada na zapięcie z przodu. Kiwam głową, a ona w kilka chwil je rozgryza i powoli zdejmuje miseczki, jakby rozpakowywała prezent. Jej usta układają się w idealne „O”, a ja promienieję. Czule bawi się moimi piersiami, a ja nie mogę już powstrzymać się od dotykania jej.
„Dobrze, dotykaj mnie”, szepcze. Całujemy się delikatnie, a ja masuję jej piękne ciało.
Przez chwilę mam wrażenie, że unoszę się, gdy powoli zsuwa moją spódnicę i porusza się razem ze mną, zostawiając ślad z najdelikatniejszych pocałunków na moich plecach.
Po kilku minutach przerywa pocałunek i patrzy na mnie tajemniczo. „Odwróć się”, mówi i delikatnie pochyla mnie nad biurkiem. Stos ubrań amortyzuje mój ciężar, a ja zaciskam wargi. Czy to naprawdę się dzieje? Czy ona naprawdę to zrobi? Nie zdążę nawet dokończyć tej myśli, gdy jej usta już dotykają mojego boku, a pierwsze koraliki znikają w jej ustach. Przemieszcza się niżej i bez żadnego skrępowania lekko rozchyla moje pośladki. Warczę cicho, gdy jej język przesuwa się wzdłuż stringów, szukając koralików, a ja drżę przy najlżejszym dotyku w wrażliwym miejscu. Jej ciche jęki przenikają mnie głęboko i mimowolnie przyciskam biodra bliżej jej twarzy. Chłodny czubek jej nosa przyjemnie mnie dotyka. Zdaje się nie pomijać ani jednego koralika. Kręci mi się w głowie z rozkoszy. Odkrywam, jak wiele mam wrażliwych miejsc, gdy jej usta wędrują dalej po moim ciele.
„Odwróć się z powrotem”, mówi, gdy kończy.
Podnoszę się i odwracam do niej. Patrzy na mnie uważnie, a ja przełykam ślinę. Ciepło bije od jej twarzy. Pięknie się rumieni. Rozchyla usta, by zadać pytanie.
„Czy kiedykolwiek ktoś naprawdę dobrze cię pieścił, Elaine?” pyta z intensywnym spojrzeniem.
Patrzę na nią oszołomiona. Kręcę głową.
Delikatnie popycha mnie na plecy. „A co, jeśli Debby nagle wejdzie?” pytam z niepokojem.
Na jej twarzy pojawia się powolny uśmiech. „Świetny pomysł!” woła. „Debbyyy!”
Blondynka wchodzi do pokoju. „Wołałaś mnie, Roos?”
Podnoszę się i zakrywam piersi ramionami.
„Pomożesz mi z ostatnim testem? Nasza kandydatka jest trochę nieśmiała. Chciałabym ją… spróbować”.
„Oczywiście”, odpowiada Debby, jakby dostała polecenie przyniesienia kawy. Zdejmuje apaszkę i podchodzi do mnie powoli, zmysłowym krokiem. Zatrzymuje się za biurkiem i kładzie dłonie na moich ramionach. „Chodź, kochanie”, mówi cicho, „wyciągnij ręce nad głowę”. Rozpina bluzkę i biustonosz, po czym kładzie mnie na plecach na biurku i wiąże moje ręce swoją apaszką. Jej dłonie suną po moich ramionach do piersi i z powrotem. Jęczę nierówno.
Rosalie pochyla się nad moimi biodrami i przykłada ciepłe usta do mojego ciała, trzymając mnie mocno i patrząc mi w oczy. Wciągam powietrze tak głęboko, że aż kręci mi się w głowie. Debby uspokaja moje jęki pocałunkami w czoło, czubek nosa i usta, jednocześnie bawiąc się moimi sutkami.
Rosalie kontynuuje bez przerwy. Jej język porusza się tam, gdzie wcześniej były koraliki. Moje ciało reaguje na każdy ruch. Wszystko staje się coraz intensywniejsze.
Kładzie mnie na plecach na biurku i wiąże moje ręce swoją apaszką.
Przyjemność narasta, aż staje się nie do zniesienia. Moje ciało napina się, drży, wszystko płonie i pulsuje. Wyginam się i jęczę bezradnie. Każdy ruch prowadzi mnie coraz dalej. W końcu nie wytrzymuję. Moje ciało eksploduje falą rozkoszy, która rozlewa się wszędzie.
Powoli dochodzę do siebie. Rosalie bierze mnie w ramiona. Jej ciało przyjemnie przylega do mojego.
„Twój bikini był idealny”, mówi cicho, splatając swoje palce z moimi.
Debby dołącza do nas i obie całują mnie w szyję, znów wzbudzając we mnie pożądanie.
„Tak przy okazji, jesteś zatrudniona”, mówi Rosalie, a ja wydaję z siebie radosny okrzyk.
„To trzeba uczcić”, mówi Debby z uśmiechem.
„Albo…” mówi Rosalie, patrząc mi prosto w oczy i odgarniając kosmyk włosów z mojej twarzy. „Wolę mieć carte blanche”.
Co sądzisz o tym opowiadaniu erotycznym? Daj nam znać w komentarzach!