Odkryj naszą kolekcję i pozwól pragnieniom przejąć kontrolę. ✨

Opowiadanie erotyczne – „Na miarę”
0 wyświetleń

Opowiadanie erotyczne – „Na miarę”

5 czerwca 2026,

napisane przez

Rozgość się wygodnie, bo mamy dla Ciebie nowe opowiadanie erotyczne autorstwa Rosalie. W „Na miarę” Rosalie trafia do fizjoterapeuty z powodu silnego bólu pleców. Okazuje się jednak, że fizjoterapeuta jest nie tylko bardzo przystojny, ale ma też wyjątkowo ekscytujący sposób, by jej pomóc…

Na miarę

„Au, au, au!”

Moja koleżanka z drużyny Jennifer wpada do mojej sypialni. „Wszystko w porządku, Roos?”

„Znowu mnie złapało w plecach,” jęczę.

„Oj, biedactwo. Zaraz przyniosę ci nowy plaster rozgrzewający.”

Co za koszmar. Wszystko zaczęło się po dzisiejszym turnieju siatkówki. A teraz leżę i zwijam się z bólu. Akurat w momencie, gdy Jennifer była gotowa wracać do swojego studenckiego mieszkania.

„Połóż się na brzuchu,” mówi cicho, a do moich nozdrzy dociera zapach mentolu.

„Łatwo ci mówić, Jen.” Ostrożnie zmieniam pozycję. Ostry ból przeszywa mój kręgosłup, gdy się obracam.

„Zadzwonię do mojego fizjoterapeuty. Martin Kowalski. Postawi cię na nogi w mgnieniu oka. Zna każdy mięsień i dobiera ćwiczenia idealnie pod ciebie. No i jest przystojny,” dodaje z uśmiechem. „Dość młody, koło trzydziestki.” Przygryza wargę.

„Oj ty…,” mówię. „Ale da się z nim skontaktować w weekend?”

Jennifer starannie przykleja plaster na moich plecach. „Ja dam radę.” Mruga do mnie, klepie mnie lekko w pośladek i sięga po telefon.

Rozmowa trwa mniej niż pół minuty.

„W poniedziałek o dziewiątej jesteś pierwsza,” mówi, odkładając telefon. „Poczujesz się jak nowo narodzona.” Spogląda na zegarek i nagle się spieszy. „Muszę lecieć. Pozdrów Martina ode mnie.”

„Jasne!”

Chwyta torbę sportową, macha mi na pożegnanie i wychodzi. Zamykające się drzwi zostawiają po sobie chłodną ciszę.

Co ja mam teraz zrobić? No trudno… jakoś się pocieszę, myślę. Ostrożnie wyciągam rękę w stronę stolika nocnego. „Au, au, au!”

W poniedziałek rano, kwadrans przed dziewiątą, stoję pod drzwiami gabinetu fizjoterapii. Jest jeszcze zamknięty, więc dzwonię. Zimny wiatr wciska się pod guziki mojej jeansowej kurtki. Lato definitywnie ustąpiło miejsca jesieni.

Po kolejnym dzwonku drzwi się otwierają. W progu stoi ogromny mężczyzna w czymś przypominającym biały kombinezon. Czy fizjoterapeuci tak się ubierają? zastanawiam się. Nie mam pojęcia, nigdy wcześniej u żadnego nie byłam.

„Dzień dobry, jesteś wcześnie,” odzywa się niski, ciepły głos. Kiedy podnoszę wzrok, witają mnie głęboko osadzone, szaroniebieskie oczy. Jego miedzianoblond loki i gęsty wąs dodają mu seksapilu. Spod rozpiętych guzików wystaje owłosiona klatka piersiowa. Serce zaczyna mi szybciej bić. A kiedy widzę jego duże dłonie przeczesujące włosy, moje obolałe ciało mięknie. Jennifer nie przesadzała, co za facet.

„Wejdź,” pokazuje ręką, „i uważaj na—”

„Au!”

„—próg.” Łapie mnie, gdy z bólu się garbię, i zamyka drzwi za nami. „Spokojnie. Chodź dalej.”

„Im szybciej pozbędę się tego bólu, tym lepiej,” mówię, łapiąc się za dolne plecy.

„Ból w odcinku lędźwiowym… tak, to potrafi być uciążliwe,” mówi współczująco. „Możesz na chwilę usiąść w poczekalni i—”

„Nie mogę siedzieć,” przerywam mu. „Potem nie wstanę.” Patrzę na niego błagalnie. „Musi mi pan pomóc od razu!”

Gładzi wąs, zamyślony. „Cóż…,” mówi, drapiąc się po karku. „To chodź od razu ze mną.”

„Och, dziękuję, dziękuję!”

Głęboko osadzone, szaroniebieskie oczy patrzą na mnie uważnie. Jego miedzianoblond loki i gęsty wąs dodają mu wyraźnego seksapilu.

Podtrzymuje mnie i razem przechodzimy długim korytarzem do gabinetu. W powietrzu unosi się zapach perfumowanego olejku do masażu. Lawenda, choć zmieszana z czymś ostrzejszym.

Pomieszczenie jest sterylnie białe i błyszczące. Poza biurkiem, regałem i łóżkiem do masażu niewiele się tu znajduje. Z radia płynie jakaś niemiecka piosenka. To jego gust?

„Możesz zdjąć kurtkę,” mówi, wskazując wieszak. „Pomóc ci z butami?”

„Nie trzeba, dziękuję.” Zsuwam je sprawnie.

„Mów mi Martin, bez formalności,” dodaje, podając mi rękę.

„Rosalie,” odpowiadam nieśmiało.

Przygląda mi się uważnie. „Piękne imię.” W jego głosie jest coś, co rozgrzewa mnie od środka. „Czyli ból w dolnej części pleców,” mówi, klepiąc materac. „Może przez ten krótki top przewiało ci mięśnie?”

Spoglądam na odsłonięty brzuch, potem na niego, lekko zawstydzona.

„A może robiłaś… coś bardziej szalonego?” dodaje. Jego spojrzenie błyska figlarnie. Czy on mówi to z podtekstem?

Pomaga mi położyć się na plecach.

„Dwa dni temu mieliśmy turniej siatkówki. Potem od razu wróciłam do domu.”
„Bez rozgrzewki?” unosi brwi.

Kręcę głową.

„Rozciąganie? Schłodzenie? Masaż?”

„… nie.”

Parska cicho. „I znowu Martin Kowalski musi czynić cuda.”

„Jennifer cię pozdrawia,” mówię z uśmiechem. „Powiedziała, że działasz dokładnie pod klienta.”
To działa. Na jego ustach pojawia się uśmiech.

Nagle jego dłoń spoczywa na moim kolanie. Drgam, choć to uczucie jest przyjemne.

„Przepraszam, powinienem uprzedzić,” mówi.

„Nic się nie stało,” odpowiadam. „To było… całkiem miłe.”

„Twoje ciało jest już mniej spięte,” zauważa, patrząc mi prosto w oczy. „Może ten ból ma też podłoże psychiczne? Dużo stresu?”

„Trochę. Sesja egzaminacyjna i średnio mi idzie.”

„A więc studentka. Co studiujesz?” Jego dłoń przesuwa się wyżej, na moje udo.

„Chemię organiczną. Trzeci rok.” Mój głos brzmi dziwnie wysoko.

„Interesujące,” mówi cicho. Ciepło jego dłoni przenika przez materiał jeansów, wywołując przyjemne mrowienie.

„Myślałem, że pracujesz z dziećmi albo zwierzętami,” dodaje. „Masz taki ciepły, opiekuńczy wygląd.”

O mój Boże, czy on mnie podrywa? Chcę zobaczyć, jak daleko się posunie. „Zawstydzasz mnie,” mówię.

„Widać,” odpowiada. „Bardzo ładnie się rumienisz.”

Chichoczę nerwowo i odwracam wzrok.

O mój Boże, czy on mnie podrywa? Chcę zobaczyć, jak daleko się posunie.

„Rosalie, leż spokojnie,” mówi miękko. „Chcę, żebyś zamknęła oczy i całkowicie się rozluźniła.” Podchodzi do radia. Po chwili słychać spokojne dźwięki pianina i śpiew ptaków. Czuję, jak odpływam.

„Masz silne ciało, wytrenowane,” szepcze przy moim uchu.

Czuję jego zapach i mimowolnie oblizuję wargi.

„Bojesz się, że ruch wywoła ból,” mówi dalej. „To sprawia, że się napinasz, i wtedy boli jeszcze bardziej.”

Nagle jego dłoń spoczywa na moim odsłoniętym brzuchu. Wzdrygam się i ból znów przeszywa plecy.

„Widzisz? O to mi chodziło. Przepraszam.” Zostawia rękę na miejscu. „Teraz chcę, żebyś przy każdym oddechu unosiła moją dłoń. Spokojnie… i się rozluźnij.”

Ciepło jego dłoni rozlewa się po całym moim ciele. Mimowolnie zaciskam uda i czuję, jak bardzo jestem wilgotna. W tym momencie pyta: „Twoje jeansy cię uciskają? Może lepiej je zdjąć?”

Waham się przez chwilę. To rozsądne? Ale wszystko we mnie go pragnie. Kiwnięciem głowy daję znak.

Podkłada rękę pod moje plecy i lekko mnie unosi, pomagając zsunąć spodnie. Jestem jak z wosku. Zerkam na bieliznę, dokładnie tak, jak myślałam, materiał jest miejscami wyraźnie ciemniejszy. On też to zauważa. Rumieni się lekko.

„Dobrze,” mówi ochryple. „Zamknij oczy i nie myśl o niczym. Odliczaj od dwudziestu. Na zero obróć się na brzuch.”

Robię, co mówi. Na zero obracam się spokojnie.

„Bardzo dobrze,” mówi, kładąc dłonie na moich lędźwiach i zaczynając je ugniatać. „Twoje mięśnie są rozluźnione. Zaufaj im.” Jego palce wsuwają się pod moją koszulkę i przesuwają w górę, aż do stanika.
„Mmm, przyjemnie,” wyrywa mi się. Spoglądam przez ramię. Jego uśmiech mówi wszystko. Dotyka zapięcia stanika i patrzy pytająco.

Potakuję. Odpina go, zdejmuje mi stanik i koszulkę, po czym znów układa mnie na brzuchu. Jego dłonie suną po moich plecach, od ramion aż do granicy bielizny. Wylewa olejek i rozprowadza go po skórze. Powoli, dokładnie mnie masuje. Zatracam się w tym uczuciu.

Olej zaczyna przyjemnie się rozgrzewać na mojej skórze i robi mi się lekko w głowie. Za każdym razem, gdy jego palce suną od mojego karku w dół, zsuwa moje majtki odrobinę niżej, aż do połowy pośladków. Jakbym tego nie zauważała, spryciarz. Serce bije mi coraz szybciej. Jego oddech muska dolną część moich pleców i pośladki. Najpierw je rozciera, potem zaczyna mocniej ugniatać. Rozpuszczam się pod jego dłońmi. Tym razem to nie ból, tylko czysta przyjemność.

Za każdym razem, gdy jego palce suną od mojego karku w dół, zsuwa moje majtki coraz niżej.

Potem zajmuje się moimi udami. Opuszki jego kciuków suną tuż przy granicy bielizny. To się naprawdę dzieje? myślę zdziwiona. Jeden z jego palców „przypadkiem” zahacza o moją wilgotną szparkę i automatycznie rozsuwam nogi odrobinę szerzej. Delikatnie prowadzi palec wzdłuż zakrytych warg, po linii między pośladkami i z powrotem.

„To część standardowego masażu?” pytam zaczepnie.

Martin nie odpowiada. Masuje mnie dalej, całkowicie skupiony. Jego ruchy są pewne, silne. Mój oddech przyspiesza. Fale przyjemności rozlewają się w dole brzucha.

W końcu podciąga moje majtki z powrotem. „Odwróć się na plecy,” mówi.

„Szkoda, było tak dobrze,” odpowiadam, obawiając się bólu przy ruchu. Ale ku mojemu zdziwieniu idzie to gładko.

Martin nabiera kolejną porcję olejku i pozwala mu spłynąć po moich ramionach, piersiach, brzuchu, nogach i rękach, gdy znów leżę na plecach. Zaczyna od szyi i powoli schodzi niżej. Kiedy masuje moje ramię, grzbiet mojej dłoni ociera się o jego krocze. Jest gorący… i twardy. Nie potrafię się powstrzymać i delikatnie przesuwam palcem wzdłuż jego członka. Martin nie przerywa. Patrzę na niego z zachwytem, gdy przechodzi do moich piersi. Poświęca im dużo uwagi. Olejek potęguje każdą reakcję mojego ciała. Najlżejszy dotyk moich twardych sutków przeszywa mnie falą rozkoszy.

„Możesz sama się dotykać, jeśli to pomoże ci się rozluźnić,” mówi.

Przejmuję inicjatywę, podczas gdy jego dłonie wędrują niżej, na brzuch.

„Czas na ćwiczenie,” dodaje cicho.

Patrzę na niego zdezorientowana, a on uśmiecha się tajemniczo. Jego dłonie przesuwają się po bokach mojego ciała, omijają majtki i jednym ruchem suną aż do moich stóp. Przechodzi na koniec łóżka. Chwyta mnie za kostki i przyciąga stopy bliżej pośladków, kolana unoszą się do góry.

„Jeśli dobrze wykonasz ćwiczenie, nagrodzę cię.” Jego brwi unoszą się znacząco.

Co on planuje? Czuję przyjemne napięcie.

Rozsuwa moje nogi szerzej i pochyla się nade mną. „Unieś biodra, zrób półmostek,” mówi spokojnie. „Utrzymaj pozycję przez trzydzieści sekund.”

Otwieram usta ze zdziwienia. Jego spojrzenie aż iskrzy od złośliwej pewności. Unoszę biodra.

Martin zaczyna liczyć. Powoli zbliża twarz do moich kompletnie mokrych majtek. Jego oddech uderza w materiał. Pod nim moje ciało aż drży z potrzeby dotyku. Zatrzymuje się tuż przed nimi. Napinam pośladki i unoszę się wyżej. Chcę go poczuć. Teraz. Czuję, jak czubek jego nosa ociera się o mój łechtaczkę. Dreszcz przebiega przez całe ciało. Wciąga głęboko powietrze, a potem wypuszcza je na moją wilgotną skórę. Ogień we mnie rośnie. Poruszam biodrami, ocierając się o niego. Powoli sprawiam sobie przyjemność, jednocześnie drażniąc sutki palcami.

„29… 30,” kończy, ale ja nie opadam. To jest zbyt dobre. Dopiero gdy odsuwa twarz, pozwalam sobie opaść.

„Bardzo dobrze,” mówi. „Teraz jeszcze raz. Tym razem baw się sama i licz do trzydziestu.” Powoli zsuwa ze mnie majtki i oblizuje wargi.

Kręci mi się w głowie. Czuję, jak całe moje ciało pulsuje. Posłusznie unoszę biodra jeszcze raz. Martin pochyla się nad moim kroczem. Lekko dmucha, a potem jego dłonie wsuwają się pod moje pośladki, unosząc je. Jego usta dotykają mojej wilgotnej skóry. Jęczę głośno. Jego wąs przyjemnie mnie łaskocze. Dolną stroną języka masuje moją łechtaczkę, patrząc mi prosto w oczy. Liczę coraz wolniej. Nie chcę, żeby to się skończyło. Każdy ruch jego języka rozchodzi się falą po całym ciele. Jego kciuki rozchylają moje wargi. Przez chwilę pieści mnie z intensywnością, która sprawia, że tracę kontrolę. Jestem dopiero przy dwunastu, kiedy pierwsze drżenie orgazmu przechodzi przez moje ciało. Moje sutki pulsują razem z nim. Cała się trzęsę. Z gardła wydobywa mi się niski dźwięk. Jego język rysuje po mnie niewidzialne linie. Zaczynam drżeć coraz mocniej. Moje ciało płonie. Przed oczami pojawiają się błyski. W końcu opadam na łóżko. To było… niesamowite.

Powoli jego twarz zbliża się do moich całkowicie przemoczonych majtek. Jego głęboki oddech uderza w materiał.

„Perfekcyjnie, Rosalie,” mówi Martin z zadowolonym uśmiechem. Rozpina swój strój, odsłaniając owłosioną klatkę piersiową. Z kieszeni wyciąga portfel, a z niego prezerwatywę. „Teraz jesteś już dużo bardziej rozluźniona, prawda?” Rozrywa opakowanie i nakłada ją na swojego twardego członka.

Patrzę na to, łapiąc oddech, i czuję, jak we mnie znów narasta pożądanie. Lekko oszołomiona przesuwam biodra na krawędź łóżka.

Martin chwyta mnie pod kolanami. Wsuwa się we mnie bez trudu. Na moment się zatrzymuje, dając mi czas, by się przyzwyczaić. Potem zaczyna poruszać się powoli, głęboko. Znowu bawię się swoimi sutkami. Przyjemność szybko narasta.

Jego oddech przyspiesza. Wargi drżą, a z gardła wydobywa się niski pomruk. Uścisk jego dłoni na moich nogach się zacieśnia. Napinam pośladki, przez co każde jego pchnięcie czuję jeszcze intensywniej. Znów zbliżam się do granicy. Martin przyspiesza, choć jego ruchy stają się nieco płytsze. Trafia dokładnie w to miejsce, które sprawia mi największą przyjemność.

„Tak… właśnie tak,” szepczę. Patrzy na mnie z zadowoleniem. Nasze oddechy stają się coraz szybsze. Jego oczy się rozszerzają, nozdrza drgają przy każdym wdechu. Patrzymy na siebie, drżąc, tuż przed spełnieniem. A potem, w tym samym momencie, razem się poddajemy tej fali.

Powoli nasze ciała się uspokajają.

Martin zerka na zegar na ścianie. „O nie, zaraz przyjdzie kolejny pacjent.”

„Też na terapię ‘na miarę’?” pytam z uśmiechem.

Uśmiecha się, zdejmuje prezerwatywę i wyrzuca ją do kosza. „Powtarzaj te ćwiczenia w domu, najlepiej regularnie. Możesz też użyć jakiejś zabawki,” mówi półżartem, pół poważnie. Podaje mi ubrania i zaczyna się ubierać.

Jestem zaskoczona, jak łatwo podnoszę się bez bólu. No dobrze, z pomocą przy spodniach, ale i tak jest o wiele lepiej.

„Dużo się ruszaj i nie skupiaj się na bólu,” dodaje.

„Dostanę kolejną wizytę? Na… terapię dopasowaną?” pytam.

Wyciąga długopis i zapisuje numer na kartce. „Jeśli znowu poczujesz… dyskomfort, możesz zadzwonić pod ten prywatny numer i umówić się na wizytę u siebie w domu.”

„Dziękuję, Martin. Za wszystko.” Całuję go i wychodzę z gabinetu.

Przy wyjściu prawie na kogoś wpada. Ból wraca nagle. „Au, au, au!”

„Ach, ty musisz być Rosalie van Someren,” mówi mężczyzna z uśmiechem.

Patrzę na niego zaskoczona. „Skąd pan wie?”

Wyciąga rękę. „Martin Kowalski. Twój fizjoterapeuta. Miło mi. Widzę, że Sjaak już cię wpuścił.”

Zastygałam. „Sjaak? To nie on jest fizjoterapeutą?”

Martin śmieje się krótko. „Chciałby. To mój stary znajomy. Poznaliśmy się na kursie masażu sportowego. Ja poszedłem dalej i zrobiłem studia. On jest malarzem i dorabia u mnie zimą. Na czarno, więc lepiej nikomu nie mów,” dodaje z mrugnięciem oka.

Odwracam się zdezorientowana, potem znów patrzę na niego. „Ale ten jego strój…?”

„To mój stary kombinezon. Żeby nie pobrudził swoich ubrań. Chodź, możemy zaczynać.”

Oszołomiona idę za nim do pomieszczenia, w którym jeszcze chwilę temu przeżyłam coś zupełnie nieoczekiwanego. A kiedy kilka minut później znów leżę na tym samym łóżku, wszystko nagle układa się w całość. W całym zamieszaniu zapomniałam w weekend przestawić zegarek na czas zimowy.

Co sądzisz o tym opowiadaniu erotycznym? Daj znać w komentarzach!

Napisane przez

Eva

Autor
Eva to młoda, pełna pasji twórczyni treści, która łączy miłość do opowiadania historii z wyjątkową dbałością o szczegóły. Dzięki imponującemu doświadczeniu w tworzeniu inspirujących i angażujących treści, Eva doskonale wie, jak poruszyć właściwe emocje. Jej entuzjazm jest zaraźliwy, a ambicja widoczna w każdej realizacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane posty