Masz ochotę na odrobinę gorąca? We got you! 😏 Dzisiejsze opowiadanie erotyczne zostało napisane przez Roon. Wcześniej napisała także 'Spotify yourself’. Podczas dusznego letniego wieczoru, samotna w zbyt gorącej sypialni, bohaterka zamyka oczy i wyobraża sobie, że leży na rajskiej, tropikalnej plaży obok swojej ukochanej…
Ty
Obejmuję twoją głowę ramionami, przyciągam ją mocno do swojej piersi, czując twoje ciepłe ciało przy swoim.
Nie, nie odchodź. Zostań… zostań ze mną… proszę…
Walczę z przebudzeniem, z nieuniknionym powrotem do sypialni. Zaciskam powieki, wiedząc, że gdy je otworzę, sen zniknie, a ty razem z nim.
Zostanę znowu sama.
Dźwięki ulicy powoli wślizgują się do mojej świadomości. Tramwaj denerwująco dzwoni na rowerzystę, który uparcie próbuje jeszcze zdążyć przejechać. Głośne trzaśnięcie drzwiami po drugiej stronie ulicy, gdy sąsiad wychodzi na ostatni spacer z psem i „zapomina”, że ma otwarte okna.
Jednostajne buczenie wentylatora na stoliku nocnym.
„Zzzzzmmmm…”
Wbrew rozsądkowi mam nadzieję, że to twoje rude loki dotykają mojej spoconej twarzy, a nie mokra od potu poduszka. Że ta tropikalna plaża, na której kochaliśmy się z taką pasją, nie istnieje tylko w moim śnie, ale że naprawdę tam jesteśmy, kiedy otworzę oczy.
Wyobrażam sobie, że nadal słyszę fale rozbijające się o brzeg, chłodzące nasze gorące, splątane ciała, a słona woda nadaje twoim pocałunkom wyraźny smak. Lekki wiatr przesuwa się po moich nagich plecach, tam gdzie jeszcze czuję ciepło zachodzącego, sennego słońca.
Ostatnie fragmenty snu rozpływają się w nocy, a zarysy sypialni powoli przenikają przez moje półotwarte powieki.
Wyobrażam sobie, że to ty odgarniasz kosmyk włosów z mojej twarzy. Że to twoje miękkie, znajome usta delikatnie całują moją rozgrzaną skórę, a nie powiew wentylatora.
Że twoje ciepłe ciało naprawdę leży obok mnie. Że nie śpisz gdzieś daleko w hotelu.
Piękny, erotyczny sen, w którym kochamy się na ciepłym, mokrym piasku przy linii fal, wciąż we mnie rezonuje.
Powoli rozluźniam uścisk poduszki i wracam do tej drugiej rzeczywistości, do sypialni.
Patrzę na twoje miejsce obok mnie i to ciche rozczarowanie znów się pojawia: pusto. Nienaruszone.
Wzdycham.
Ten wyjazd integracyjny z pracy miał trwać cały tydzień, a ty jako liderka zespołu nie mogłaś go ominąć.
„Zaraz wrócę, nawet się nie obejrzysz…”, twoje dobrze brzmiące słowa krążą w mojej głowie jak nocny motyl.
Łatwo ci mówić, tam w hotelu, z resztą zespołu…
Piękny, erotyczny sen, w którym kochamy się na ciepłym, mokrym piasku przy linii fal, wciąż we mnie rezonuje.
Meteorolog miał rację, zapowiadając ciepłą, duszną noc. Przezornie ustawiłam wentylator przy łóżku i otworzyłam wszystkie okna, żeby choć trochę się schłodzić. Mimo to ciepło dnia zostało w pokoju, dlatego zrzuciłam cienką kołdrę na podłogę i zasnęłam na chłodniejszym prześcieradle.
Trzy poprzednie noce w samotności jakoś przetrwałam, nadrabiając seriale i robiąc intensywne treningi na siłowni, ale ta czwarta ciągnie się bez końca.
„Jeszcze trochę. Ostatnia noc”, mówię do siebie, zamykając oczy i próbując wrócić do przerwanego snu.
Hałas samochodu z uszkodzonym wydechem wypełnia pokój i zagłusza szum wentylatora.
W wyobraźni zamieniam go w twoje zielone Audi, które jedzie wzdłuż nadmorskiego deptaka. Ten znajomy dźwięk silnika, który ogłasza twoje przybycie i sprawia, że ludzie odwracają głowy.
Strzępy krzyków sąsiadów oglądających mecz wdzierają się do sypialni.
Nie… chwila. To okrzyki dzieci bawiących się przy brzegu, gdy niespodziewana fala zalewa ich budowany zamek z piasku.
Powoli odrywam się od łóżka i sypialni, unosząc się z powrotem na granicy snu. Poddaję się tej iluzji i gdy przewracam się na drugi bok, miękki materiał poszewki zmienia się w szorstki ręcznik na leżaku.
„Demandez Miko!” słyszę w oddali głos francuskiego sprzedawcy lodów. Znajomy zapach kremu do opalania niesie się z morską bryzą, która rozwiewa moje wilgotne włosy.
Leżak lekko skrzypi i przechyla się, gdy siadasz obok mnie.
„Połóż się na brzuchu”, słyszę bez słów.
Posłusznie się odwracam, wsuwam ręcznik pod piersi i opieram głowę na przedramionach.
Pochylasz się i przesuwasz ciepłym językiem po zagłębieniu mojego karku.
„Mmmm… jak dobrze…”, jęczę cicho, gdy dreszcz przebiega od karku aż po czubek głowy.
„Mam dla ciebie niespodziankę”, szepczesz mi do ucha. „Pamiętasz ten olejek do masażu, który dostałaś ode mnie na Walentynki?”
W myślach czuję chłodne krople spadające na moje plecy i twoje dłonie rozprowadzające je po ramionach i rękach.
Twoje wprawne, czułe dłonie przesuwają się po napiętych mięśniach górnej części mojego ciała, masują bicepsy i tricepsy, a ja czuję, jak nagromadzone napięcie powoli ze mnie odpływa.
Wyobrażam sobie uśmiech na twojej twarzy i to figlarne spojrzenie, które zdradza, że dobrze wiesz, jak bardzo mi się to podoba.
„Mmmm… jak dobrze…”, jęczę cicho, gdy dreszcz przebiega od karku aż po czubek głowy.
„Pssssttt…” Wlewasz tyle olejku w zagłębienie moich pleców, że zaczyna się przelewać. Chłodny płyn spływa między pośladkami, łaskocząc, dalej między nogami, wywołując gwałtowny dreszcz, który przechodzi przez całe moje ciało.
Boże… jakie to dobre…
Niemal odruchowo rozchylam nogi i czuję, jak klękasz między nimi. Okrężnymi, powolnymi ruchami rozprowadzasz olejek po dole pleców, potem przesuwasz dłonie na boki, pod pachy.
Czuję, jak twoje palce przesuwają się wzdłuż boków mojego ciała. Niżej… jeszcze niżej… aż zaczynają wsunąć się pod moje piersi.
„Podoba ci się?”, szepczesz cicho.
Nie odpowiadam, tylko lekko unoszę tułów, zachęcając cię do dalszego ruchu. Śliskimi od olejku dłońmi obejmujesz moje piersi, przez chwilę je ważysz, a potem delikatnie ściskasz twardniejące sutki.
Na moment wstrzymuję oddech, zaskoczona intensywnością twojego dotyku, falą drżenia, która przechodzi przez moje ciało.
Zadowolona z mojej reakcji, przesuwasz dłonie w dół po bokach aż do bioder, opierając kciuki przy kręgosłupie.
Gdy uciskasz te punkty tuż nad pośladkami, przez moje ciało przebiegają ostre impulsy, jak elektryczne błyski.
Mój biodra poruszają się same, reagując na napięcie, które budujesz każdym dotykiem.
Z daleka słyszę cichy jęk i nagle dociera do mnie, że to ja go wydaję.
Twoje dłonie obejmują moje pośladki, lekko je rozchylając, gdy kciuki suną między nimi.
Coraz niżej… wolniej… aż zatrzymują się, zostawiając napięcie zawieszone w powietrzu.
Chcę cię tam poczuć. Teraz. Nie przestawaj.
Ale to nie następuje. Zamiast tego pojawia się cienka warstwa rozczarowania. Twoje dłonie przesuwają się dalej, w dół, po tylnej stronie nóg aż do zgięć kolan.
Pochylasz się nade mną, a twoje rude loki muskają moją twarz, gdy szepczesz:
„Tak bardzo tego chcesz?”
„Pssssttt…”
Znowu dolewasz olejku. Czuję, jak twoje dłonie wracają pod moje kolana i zaczynają przesuwać się w górę, masując, sunąc po udach.
Wyżej… jeszcze wyżej… aż twoje kciuki wciskają się głęboko po wewnętrznej stronie ud, po obu stronach…
„Ooooo…”
Z moich ust wydobywa się niski, niemal zwierzęcy jęk. Moje plecy wyginają się same, bez kontroli.
Odruchowo zarzucam rękę do tyłu, próbując cię poprowadzić, zmusić, żebyś tym razem nie przestawała.
Niemal odruchowo rozchylam nogi i czuję, jak klękasz między nimi.
BUM.
Część mojej świadomości nagle wraca do sypialni, do źródła tego dźwięku.
„Zzzzoooeeemmmm.”
Musiałam poruszyć się zbyt gwałtownie, bo nowy wibrator, który ładował się na stoliku nocnym, spadł na podłogę… i się włączył.
„Zzzzoooeeemmmm”, powtarza zabawka ten intensywny rytm, który odkrywałam wcześniej, bawiąc się sama. Sprawdzałam, co potrafi, zanim użyjemy go razem.
Szkoda tylko, że bateria rozładowała się wtedy za wcześnie…
„Zzzzoooeeemmmm.”
Wciągam powietrze, wypuszczam je powoli… i znów jestem na leżaku, z tobą.
Pochylasz się nade mną i bezgłośnie szepczesz:
„Rozsuń trochę szerzej nogi…”
Robię to, czując narastające napięcie, i wtedy czuję, jak drgająca końcówka przesuwa się od dolnej części moich pleców w dół…
„Zzzzoooeeemmmm…”
Przesuwasz końcówkę zabawki po tej wrażliwej przestrzeni, a wibracje rozchodzą się po całym moim ciele. Delikatnymi ruchami rysujesz wzory w tym napiętym miejscu. Bliżej… coraz bliżej…
W końcu. Tak… nie przestawaj…
Przykładasz drgającą końcówkę dokładnie tam, gdzie jej najbardziej pragnę, i lekko naciskasz.
„Zzzzoooeeemmmm…”
Kontakt wywołuje falę intensywnego odczucia, które rozlewa się po całym moim ciele. Palce zaciskają się na materiale pod sobą, a nogi zaczynają drżeć bez kontroli.
Boże…
Mój oddech staje się urywany, nierówny, a plecy wyginają się same, jakby coś przepływało przeze mnie od środka.
Jak to możliwe… że to jest tak realne?
Gubię granicę między snem a rzeczywistością. Poddaję się temu, co czuję, tobie, temu napięciu, które narasta z każdą sekundą. Serce bije szybko, ciężko, w rytmie mojego oddechu.
Wciskam twarz w mokrą poduszkę, próbując odzyskać kontrolę… albo może wcale nie chcę jej odzyskać.
„Spokojnie… jestem tu”, zdaje się, że słyszę gdzieś w głowie.
Serce podskakuje.
„Kochanie? Już wróciłaś?”
Gwałtownie przewracam się na plecy, wciąż z zamkniętymi oczami, boję się je otworzyć, żeby tego nie stracić. Szukam cię ręką obok siebie.
Chcę cię poczuć naprawdę.
Ale nie…
„TAK! TAK! Karny!”
Krzyk rozdziera ciszę.
„Ajax… Ajax…”
Zaciskam powieki jeszcze mocniej, próbując odepchnąć ten hałas, nie chcę wracać do tej drugiej rzeczywistości.
Zakrywam uszy dłońmi i w panice próbuję odbudować obraz plaży w głowie. Chcę wrócić do ciebie, do leżaka, do tego momentu.
Pochylasz się nade mną i bezgłośnie szepczesz: „Rozsuń trochę szerzej nogi…”
Morze… słyszysz morze.
Mewy.
Deptak.
Ciepło słońca na skórze. Jej dłonie na twoim ciele…
Powtarzam to w myślach, składam obraz kawałek po kawałku.
Tak…
Udało się.
Znowu tam jestem.
Powoli odsuwam dłonie od uszu i pozwalam, żeby okrzyki sąsiadów zlały się z krzykami dzieci bawiących się przy brzegu.
Grają w piłkę, w kąpielówkach, z nagimi torsami błyszczącymi od potu i kremu do opalania w ostatnich złotych promieniach słońca.
Blado pomarańczowa piłka wyraźnie odcina się od błękitu nieba, gdy jeden z nich kopie ją z całej siły.
Coraz wyżej…
i nagle zmienia tor, lecąc w moją stronę.
„Tiens, là-bas!”, wołają. „Schowaj piłkę! Schowaj ją!”
Złapać? Ja?
Wyciągam ręce.
Mam ją.
Fala triumfu przechodzi przez moje ciało, gdy trzymam ją mocno uniesioną w górze.
„We are the champions…”
Ich śpiew rozbrzmiewa w moich uszach, gdy, tańcząc z radości, znikają jak mgła na obrzeżach mojego snu.
„We are the champions…”
Gasnący śpiew unosi się z chłodną bryzą znad morza, która wieje w moją stronę, i niemal odruchowo przyciągam piłkę do twarzy, całując ją.
Ale to nie jest piłka.
To są usta.
Miękkie. Lekko rozchylone.
I nagle ciepły, wilgotny czubek języka wsuwa się między moje wargi, odpowiadając na pocałunek.
Zastygałam, zdezorientowana tą zmianą, tym, jak bardzo to jest realne.
Odsuwam lekko to, co trzymam w dłoniach, i bojąc się zniszczyć tę chwilę, otwieram oczy tylko na tyle, by spojrzeć przez rzęsy.
Rude loki opadają jak płomienie na moje dłonie… a powierzchnia piłki zmienia się w twarz.
Serce podskakuje.
Ty?
„Kochanie?”, mówię na głos, zaskoczona. „Kochanie? Ale…”
Przyciągam twoją twarz do siebie i łapczywie szukam twoich ust, boję się, że znów znikniesz gdzieś między snem a jawą.
Tym razem nie znikasz.
Odwzajemniasz pocałunek z taką intensywnością i ciepłem, że niemal stapia nas w jedno.
To nie może być sen… prawda?
Przez moją głowę przemyka cień rozsądku, ale nie potrafię się go uchwycić.
Przerywasz pocałunek i patrzysz na mnie z figlarnym błyskiem w oczach, uspokajająco.
„Naprawdę tu jestem. Spokojnie. Nigdzie się nie wybieram.”
Zamieszanie musi być widoczne na mojej twarzy, bo dodajesz:
„Trzy noce samej w obcym łóżku to aż nadto. Poradzą sobie jutro rano beze mnie.”
Potem spoglądasz na podłogę obok łóżka i sięgasz w dół.
„Hej? Coś ci spadło? Chciałaś to wypróbować beze mnie?”
„Zzzzoooeeemmmmm, Zzzzoooeeemmmmm” rozbrzmiewa zapomniany wibrator w twojej dłoni.
„Nowy?”
Kiwnę głową, trochę zawstydzona.
Na chwilę się zastanawiasz, po czym przykładasz drgającą zabawkę do swojego ciała.
Na twoich ustach pojawia się zaskoczony uśmiech.
„No… mocno wibruje.”
A potem, z tym samym figlarnym, pożądliwym spojrzeniem:
„Odwróć się… połóż się na brzuchu…”
Masz też własne opowiadanie erotyczne? Wyślij je do nas!
Co sądzisz o tym opowiadaniu erotycznym? Daj nam znać w komentarzach!